sklep żółty cesarz

głodówka

kontakt
jeden krok wstecz  
na początek

Wiersze Jarosława M. Gruzli





WIDOK


Mewy, muszle i płacz wierzb,
w zatokach liźnięcia piany słonej
i bielszej od soli i śniegu,
jednocześnie w oddali statki
kreślące różane modlitwy
na przybrzeżnych wodach
po zatartych już
szlakach
słów.



TAI CHI WIATRU

Drżenie pajęczyn –
wiatr rozpościera
skrzydła, szybuje –

a słońce, a cienie,
a tęcza – buszuje
w trawie, głaszcze

rdzawy stok, ląduje
na swej Ikarii bez
tchu – bezpieczny.



ODRODZENIE


Cykady zapuściły korzenie tonów głęboko
w głuszy okolicy. Schodzę cały i w częściach:
obejmuję każdym palcem stopy pięcionutową
ciszę powrotu, jak kawałkiem ciała bawię się
drogą: masuję wzrokiem misterne szlaki
kory, mszyce, mrówki na szlakach i odróżniam
tęsknotę od spokojnych po firmament obrazów
z równin najbardziej Wewnętrznego Domu –

jestem sam, wokół nikogo. Przemieszane grzędy
lasu wikłają w obserwowanie poruszeń i zmian
w gustach ptaków. Nic nie matowieje, nawet,
że oddycham, nawet, że paprocie i cienie
na skale – odprysk z serca Gai pod kątem
dziwnym naprawdę, jakby ustawiony w epoce
menhirów wskazywał przesilenie każdego dnia –
Teraz, Jestem i mówi do mnie ostrzem lasera.

Na ścieżkę spływają cienie obłoków – linijką
błękit prowadzi, jak skrzydła latawców każdy
i żaden – są tu i w rzekach sprzedane zmiennemu
nurtowi. Za górą schowane melancholijne wycinki
z wędrówek światła. Spływają promienie, obłoki.
To naturalne – zakręty drogi, kryształy, cień.
Schodzę. Na brzegu tęskny szept wiatru.
To naturalne – piaski, szept drogi, odprysk czasów.

Jestem sam. Spływam w kryształkach półtonów
do wód. Zmieniam się. Przychodzę odrodzony – nie-Ja.



PIEŚŃ PRZEMIAN


Dzwonki kwiatów na wietrze,
owoce róży zmrożone nocą –
muskanie, świeżość. W dali
szczyty zamglone. Wystawiam
palce na czułość słońca,
wzrok wtulam w czerwone liście
jeżyn. Zielone pola, niebiesko-płowe
wnętrze nieba i ślimak –
sunie po śladach jesieni.

Marzenia dopędzam bez pytań,
jak podwodne krajobrazy wydarte
baśniom – przyjmuję radośnie
sny spełnione rankiem.
W strumieniu – wodospady,
w uszach – pieśń przemian.
Odgaduję kontekst i proste
słowa, rejestruję każdą sylabę
i akcent: bycie i nie-bycie
jest wieczną zabawą.

Serce i samotny obłok rezonuja.
Wewnątrz jest wszystko:
Myśl-Słowo-Dążenie.
Kiedy na karku zimny dotyk
wiatru – włosy wspinają się
po ścieżkach tańcząc.



PRZEBUDZENIE


W bystrzach rzeka gładzi kamienie,
zwały lodu ustępują z pluskiem ginąc

w jej zakolach. Mijam most na rzece –
jeden, drugi. W mokry śnieg kraczą

gawrony, dzikie kaczki spłoszone –
wzlatują parami pod prąd. Wszystko

świeższe. Niebotycznie wysokie topole
i pies – szczeka zdjęty niepokojem,

zadowolony. Dzień spełnia się dniem
brnąc ku nocy – życie i śmierć,

i odrodzenie, i zmierzch chceń. Na
skórze drzew od właściwej strony

mech – wspomnienie kolejnego mnie
zostaje promieniem w smugach wiatru.

Kiedy jestem duchem drzew, Jestem –
głowa w liściach chmur, stopy w pętli

dróg, wokół wiry strumieni – Wiosna:
pól płatami schodzą roztopów podmokłe

pola, drogi-groble wypiętrzone ponad
i stawy zapomniane w zagajnikach

dolin. Czuję w nogach powykręcane
zimą dnie i noce. Kiedy odmłodzone

słońce w strugach śniegu z deszczem
stoi dostojnie – z boku ginące i nie

ślady zająca. Bezpiecznie tutaj, pod
błękitnym drzewem bodhi – spokojnie:

kra spiętrza podwojone wody i czeka,
czeka z wylewem. Niepoliczone brzegi,

odzwierzęce jamy, istnienie. Wkraczam
w to cały, niezmiennie Wewnątrz. Widzę

w dal aż, po horyzont wszystko śpi
jeszcze, chodź chłód złamany i tylko

patrzeć ptaków. Kolejne przebudzenie:
patrzę przez drugi brzeg, ale tu, Jestem.



WSCHÓD-ZACHÓD


W modlitwy różaneczników
zapach ziemi –

koniec dnia. Wschodzi
księżyc. Gdyby teraz

nadwyrężyć cierpliwość
wszechrzeczy –

krzyk ciszy, zabawy
świateł – mówią, że gwiazd.

Gdyby teraz zadąć
w tuby, rogi, w kielichy

powoi /Kominy Tylkowe
nad dachami dolin/,

w doliny, kosmate
przejścia – chłód z chłodem,

świat z nazwaniem świata
- wszystko o drgnienie;

granią jednego płaskowyżu
złoty dysk Ra i Słońce.

Kolejne przejście – ukryty
sens i znak, i ubóstwienie.

Gdyby teraz roziskrzyć
prawdziwym znaczeniem

wagę wschodów, zachodów,
przejścia przez, przemijania.

W kielichy powoi dmie
urwany wiatr –

rozpocząć, rozpocząć odwrót.
Teraz. Pióropusz tęczy

Złożony i rozciągnięty
zachodem. Schowany. Noc.


Ze zbioru wierszy: Jarosław M. Gruzla, Smak teraz,

Jarosław M. Gruzla – ur. 1966 r. w Świdnicy. Poeta, pedagog, historyk, terapeuta. Od kilkunastu lat wegetarianin i jogin. Publikował m.in. w: Odrze, Czasie kultury, Toposie, Studium, Nowej Okolicy Poetów, pracowni, Akancie, Pro-Arte, Poezji Dzisiaj, Warmi i Mazurach oraz Sudetach. Autor książek poetyckich: „Kolej transsyberyjska” (Świdnica 1998) i „Smak teraz” (Elbląg 2003). Mieszka w Elblągu.


Autor: Jarosław M. Gruzla

tematy pokrewne:

>>>> Myśli i słowa sławnych wegetarian   - Isaak Singer, Leonardo Da Vinci, Albert Einstein i inni...


Znaleziono 1 artykuł związany z tematem wiersze.




- [ do^góry ] - [ spis działów ] - [ antykariera ] - [ ekologia ] - [ kosmetyki ] - [ kultura ] - [ lekarze ] - [ medycyna ] - [ nieznane ] - [ rośliny ] - [ rozmowy ] - [ wegetarianizm ] - [ odżywianie ] - [ wegetarianie ] - [ zwierzęta ] -